Słońce, plaża, gorący piasek, drinki z palemką, dobre jedzenie, zwiedzanie tajemniczych zakątków, smażing przy hotelowym basenie. Wakacje IDEALNE. Po 91,3105497 nieprzespanych nocach marzyliśmy o takich.

Szybka decyzja – WYSPY KANARYJSKIE! Idealne miejsce do życia, cudowny klimat, nieustające słońce, temperatury powietrza nie zagrażające Twojemu samopoczuciu (czyt. brak upałów kiedy to doceniasz błogie życie Eskimosów w milutko zimnym igloo). No dobrze wybór padł, ale… pozostało wybrać jeszcze na którą wyspę, co nie okazało się już tak łatwe.

TENERYFA – już raz tam byliśmy jeszcze bez Bru. Było nieziemsko! Chcemy tam wrócić, może na emeryturę, na pewno jeszcze kilka razy ale czy drugi rok z rzędu? Póki co – nie.

FUERTEVENTURA – krajobraz niczym na księżycu, piękne plaże, wieje jak cholera szczególnie w okresie kiedy się wybieraliśmy – odpada.

LANZAROTE – czyli MARS na ziemi i cuudowne plaże. – Tak! Szybka obczajka hotelu, który wyszukaliśmy na streetview. – Omg! 5 km do plaży? – Zdecydowanie nie.

GRAN CANARIA– plaża, hotel, basen, urocze miasteczka- jest wszystko czego potrzebujemy!

Zachęceni przez rodzinę:

„Jedziecie z takim maleństwem?!”, „5h w samolocie?!” „Wymęczy się tylko!” – mama
„Dziecko powinno leżeć w swoim łóżeczku a nie po obcych hotelach” – tata
„Jezus Maria! Przecież teraz tyle zamachów!”– babcia
„A w Polsce to już nie można wypoczywać?!” – lekarz

Postanowiliśmy jednak pojechać.

I pojechaliśmy.

I było wszystko czego chcieliśmy…

SŁOŃCE

Jasne!
Pod parasolem na basenie patrzyliśmy jak praży na spragnionych go turystów…

 

PLAŻA I GORĄCY PIASEK

 

Też był!
Szczególnie odczuliśmy jego piękno pchając lub ciągnąć za sobą wózek kilkanaście metrów, żeby posiedzieć bliżej oceanu…

DRINKI Z PALEMKĄ

Ha, ha, ha…

DOBRE JEDZENIE

Mmm…
Tak szybko znikało z naszych talerzy, (bo przecież Bruno zaraz się obudzi) że nawet nie czuliśmy jego smaku, ale chyba było naprawdę dobre – goście hotelowi byli zadowoleni…

ZWIEDZANIE WYSPY

Było!
Co prawda byliśmy tylko w dwóch miastach, ponieważ najmniejszy nasz towarzysz podróży Bruno się rozchorował…

Może lepiej byłoby wypoczywać w domu?

Bo Bruno nie zachorowałby (spokojnie to był tylko katar ;-P) z powodu klimatyzacji w samolocie, byłby kąpany o tych samych godzinach co zawsze, spałby w swoim łóżeczku, nie stresowalibyśmy się tak, że nie zdążymy na śniadanie czy kolację, nie musielibyśmy organizować każdego wyjazdu z taką dokładnością…

Czy było warto?

Tak, bo wiecie co, to były najlepsze wakacje w moim życiu!
Nasze pierwsze, wspólne, rodzinne wakacje z najmniejszym Przyjacielem!
I pomimo tego, że codziennie byliśmy niewyspani, cieszyliśmy się z każdej chwili.
I wiem, że Bruno raczej nie będzie pamiętał swojego pierwszego lotu samolotem, chwili kiedy pierwszy raz zobaczył ocean albo dotknął palmy.
I co z tego! My będziemy pamiętać. Dla takich momentów warto tworzyć wspomnienia.
A łezka w oku, podczas oglądania zdjęć z tego wyjazdu to dowód na to, że naprawdę było idealnie. Tak jak sobie wymarzyliśmy.

Było inaczej.
Lepiej…