Na pierwsze wspólne zagraniczne wakacje wybraliśmy się kiedy nasz Bruno skończył 3 miesiące.
Za wcześnie? Dla niektórych rodziców na pewno tak.
Głupota? Odwaga? Wielu z Was pewnie sobie tak pomyśli.

Dla tych, którzy nie widzą w tym nic nadzwyczajnego, dla tych którzy właśnie wybierają się ze swoim maluchem na wakacje, a także dla tych, którzy mają przed sobą decyzję kiedy rozpocząć pierwszą wspólną podróż przygotowaliśmy kilka wskazówek dotyczących pierwszej (i nie tylko) podróży samolotem.

BAGAŻ PODRĘCZNY

Pamiętajcie, żeby zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy na czas lotu i pobytu na lotnisku. Jeśli nie chcecie dźwigać kilku dodatkowych kilogramów i wolelibyście nie przeżywać zbędnych stresów w poszukiwaniu konkretnej pieluszki w stercie misiów, smoczków czy sweterków, proponuję obserwować BRU&FRU, bo niedługo pojawi się post na ten temat 😉 Znajdziecie tam krótką listę najpotrzebniejszych rzeczy do podróży z maluszkiem.

KLIMATYZACJA W SAMOLOCIE

To zdecydowanie największy wróg każdego malucha! Oto kilka wskazówek dzięki, którym można uchronić dziecko przed tym zimnym potworem 😉

Przede wszystkim w walce z klimatyzacją doskonale sprawdzi się cieniutki otulacz lub pieluszka, którą można przykryć dziecko. To świetne rozwiązanie, zapewniające wygodę (nie uciska, nie krępuje ruchów jak np. bluza z zamkiem i kapturem) i nie doprowadzające do spocenia się dziecka (co może być niebezpieczne przy włączonej klimatyzacji).

Pamiętajcie, że nad każdym miejscem pasażera jest jego własny panel do sterowania, którym można uregulować nawiew w taki sposób jaki nam odpowiada.

Bardzo prostym sposobem jest po prostu zmiana miejsca. Uwierzcie mi, pasażerowie nie gryzą, poza tym często zdarza się, że w samolocie nie wszystkie miejsca są zajęte.

Zawsze można też spróbować poprosić o zmniejszenie klimatyzacji. Podczas naszego ostatniego lotu, w tylnej części samolotu było tak zimno, że ludzie siedzieli w kurtkach! Pasażerowie (głównie mamy maluchów-nie dziwi mnie to:-P) poprosili stewardessę o zmniejszenie klimatyzacji i gotowe!

PRZEWIJANIE DZIECKA W SAMOLOCIE

Nie chodzi tu o to czy warto czy nie warto przewijać dziecko w samolocie albo jak to robić ale raczej chciałabym tym wszystkim, którzy właśnie z tego powodu rezygnują z wakacji za granicą z maluchem powiedzieć, że DA SIĘ!
Nie ma co się bać i naprawdę nie wymaga to jakiś większych zdolności manualnych czy logistycznych. Przewijaliśmy Bruna zarówno w łazience jak i „raz jedyny” na naszym miejscu pasażera (oczywiście została nam zwrócona uwaga, że to niehigieniczne i niebezpieczne, no ale kolejka do toalety była ogromna więc musieliśmy jakoś zareagować-na swoją obronę mogę dodać, że to był najszybciej zmieniony pampers ever!).

FOTELIK NA POKŁADZIE

Jeśli chodzi o nasz przykład to podróżując na Wyspy Kanaryjskie zabraliśmy ze sobą fotelik samochodowy oraz wózek-gondolę (kiedy Bruno miał 3 miesiące). I uważam, że zabranie fotelika było mądrą decyzją. Być może napiszę oddzielny post jak wygląda sprawa z wypożyczaniem fotelików samochodowych, ale krótko mówiąc foteliki samochodowe wypożyczane razem z samochodami często, delikatnie mówiąc, pozostawiają wiele do życzenia. Poniżej fotelik, który wypożyczyliśmy razem z autem (niesamowicie twardy, mocno zużyty i mało wygodny).

No ale post jest o podróży samolotem więc do dzieła.

W samym samolocie fotelik niestety nie sprawdził się gdyż:

  • podczas lotu na Wyspy nie mogliśmy go wnieść na pokład samolotu, gdyż nie zgodził się na to personel (przekraczał dopuszczalny rozmiar)
  • podczas lotu powrotnego mogliśmy wnieść na pokład, ale niestety nie mogliśmy z niego korzystać gdyż miejsce obok nas było zajęte (ku nieszczęściu Bruna, który słodko w nim zasnął tuż przed wejściem do samolotu).

Za to świetnie sprawdził się na lotnisku, Bruno smacznie sobie w nim spał, a my mogliśmy spokojnie wypić kawę.

Warto upewnić się u przewoźnika czy istnieje możliwość wniesienia fotelika na pokład samolotu, często jest tak, że trzeba wcześniej dodatkowo wykupić jedno miejsce (ceny zależą od przewoźnika). To fajne rozwiązanie przy maluszku, który jeszcze nie siedzi.

Drugą ważną rzeczą jest kwestia gdzie oddać fotelik.
Jeśli możecie wnieść go na pokład (sprawdź wcześniej dopuszczalne rozmiary przez linię którą lecisz!) to sprawa załatwiona bo miejsce jest na siedzeniu obok, ale jeśli nie ma takiej możliwości to istnieją dwie drogi:
Możecie oddać go tuż przed wejściem na pokład, do schowka (nie razem z bagażami). To rozwiązanie sprawdza się przy maluszkach, które nie siedzą, wtedy można korzystać z fotelika na lotnisku, a po podróży sam fotelik będzie w znacznie lepszym stanie niż gdyby wylądował w luku bagażowym.
Drugim rozwiązaniem to oddanie zafoliowanego fotelika do bagaży o niestandardowych rozmiarach. Wtedy pozbywacie się dodatkowego ciężaru podczas pobytu na lotnisku i korzystacie z fotelika dopiero po wylądowaniu. My tak zrobiliśmy kiedy lecieliśmy na Teneryfę z rocznym Brunem. Fotelik wzięliśmy tylko (albo aż) ze względów bezpieczeństwa na czas transportu do hotelu.
Warto zadbać o swój komfort i sprawdzić wcześniej jakie zasady obowiązują u danego przewoźnika.

Bez względu na to czy wnosicie fotelik na pokład, oddajecie tuż przed wejściem do samolotu, czy do bagaży niestandardowych należy je oddać do oznaczenia na odprawie!

P.S. Myślę, że niezłym zamiennikiem dla fotelika, szczególnie na lotnisku może być chusta lub nosidełko.
Nasz Bruno nie polubił chusty ale nosidełko przypadło mu do gustu. Zdecydowanie polecamy tę opcję!
Wolne ręce w strefie bezcłowej to skarb!😬

CO ZROBIĆ Z WÓZKIEM?

To chyba najważniejsza (oprócz dziecka) rzecz podczas podróżowania za granicę. Co zrobić żeby po jednej podróży nie okazało się, żeby nie był dla nas zbytnim obciążeniem?

Według mnie najlepszym wyjściem jest oddanie wózka zaraz przed wejściem do samolotu. Wózek nie leci wtedy w luku bagażowym, razem z walizkami ale w specjalnym schowku. Sprawa jednak komplikuje się kiedy wózek jest niewymiarowy (nie zmieści się podczas kontroli lotniskowej). Myślę, że standardowa spacerówka przejdzie bez problemu (z tego co zdążyłam zaobserwować na lotnisku, zawsze jednak można dopytać u przewoźnika
o dokładne wymiary). Tak było z naszym wózkiem (gondola + stelaż). Co zrobiliśmy?
Zafoliowaliśmy wózek (praktycznie każde lotnisko posiada specjalnie wydzielone punkty z obsługą) i oddaliśmy go jako nadbagaż (oznaczony przy odprawie) do oddzielnego schowka. Dzięki temu wózek przetrwał podróż w stanie nienaruszonym 😉


Uwaga!
Każdy przewoźnik traktuje sprawę wózka bardzo indywidualnie więc zawsze dopytajcie czy wózek jest dodatkowo płatny. W naszym przypadku zarówno wózek jak i fotelik były bezpłatne (lot czarterowy jednego z największych biur podróży w Polsce).

START I LĄDOWANIE

To chyba jeden z największych problemów decydujący o tym, że rodzice rezygnują z podróżowania samolotem ze swoimi maluchami. Na myśl o wrzeszczącym wniebogłosy maluszku przechodzą ich ciarki. Czy naprawdę każde dziecko źle znosi podróż samolotem płacze przy starcie i lądowaniu?
Oczywiście, że NIE. Nasz 3 miesięczny syn podczas 5 i pół godzinnego lotu najczęściej spał, ale też uśmiechał się, zaczepiał innych pasażerów i gaworzył.
Czy rzuciliśmy na niego urok? Nie, po prostu podczas startu i lądowania przystawiłam go do piersi albo dawałam smoczek do ssania, to wystarczyło. I Waszym maluchom też wystarczy;-) Co zrobić kiedy dziecko jest starsze albo nie jest karmione piersią? Dać smoczek albo butelkę z napojem. To naprawdę pomaga!
Oczywiście sprawa wygląda inaczej kiedy Wasz maluch jest marudny bo coś go boli, czy jest po prostu niewyspany. Wtedy niestety smoczek nie zawsze pomoże. Kwestię niewyspania może łatwo rozwiązać odpowiednia godzina lotu. Z maluszkiem najlepiej wybierać godziny wieczorne lub poranne. Jeśli chodzi o wszelkie bóle lub po prostu „nienajlepszy humor malucha” to sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i chyba każdy z nas wie, że nie ma złotego środka, który pomoże na wszystko (jeśli jest to chętnie się o nim dowiem!) ale myślę, że każdy rodzic ma swój sposób na poradzenie sobie z nimi 😉

SPOKOJNY RODZIC = SPOKOJNE DZIECKO

…niby banał a jednak działa.
Twoje opanowanie i spokój na pewno pomogą maluszkowi przetrwać niepokój związany z nową sytuacją. Skup się na sobie i swoim dziecku zamiast zwracać uwagę na siedzącego obok pasażera.
Dzieci czasem płaczą, też w samolocie i mają do tego prawo. Jeśli ktoś tego nie rozumie to naprawdę jego problem. Ty nie musisz się tym przejmować.
Jeśli komuś będzie przeszkadzał płacz to zapewne zirytuje go też radosny śmiech albo głośny bąk. Tacy ludzie po prostu tak mają i możesz im tylko współczuć. Na szczęście naprawdę należą do nielicznych 😉

Mam nadzieję, że tych kilka wskazówek pozwoli Wam zapamiętać pierwszy wspólny lot samolotem jako wspaniałą przygodę 🙂

No to fruuuu!
🙂